niedziela, 20 lutego 2011

Is Fecit, cui prodest

Konferencja za konferencją, zza pleców tzw. fachowców coraz częściej wyzierają twarze prokuratorskie. Niebawem wszystko stanie się jasne.

Honory głównego podejrzanego pełni zwyczajowo ten, kto ma najlepszy – czyli możliwie mroczny i odrażający – motyw.

W tym przypadku wątpliwości mieć nie można: jeśli ktoś na katastrofie skorzystał, to chyba tylko Prezes. Pozbywając się skazanego na porażkę brata-kandydata, za jednym zamachem (nomen omen!) umieścił go na Wawelu i sztandarze oraz odkurzył swą skazaną na marginalizację frakcję nienawistników. Odzyskując tym samym polityczną inicjatywę.

Czy przyjdzie mu za to zapłacić? Miejmy nadzieję, że nie. Wszak bez niego, jak bez Michnika – nie będzie komu budzić prawdziwych emocji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz