Skoro potupując nóżką domagamy się, żeby świat z podziwem i wzruszeniem pochylał się nad naszą martyrologią...
...sami też winniśmy pamiętać o traumatycznych datach i rocznicach z historii różnych dumnych Kolumbii, Etiopii, czy Kurdystanów.
Podczas zmagań (zapasów w błocie?) z polskością nie wolno zapomnieć, jak bardzo jesteśmy w tym trudzie osamotnieni: nie zmagają się z nią ani Belgowie, ani Bułgarzy.
Sądząc zapewne, że sami stanowią pępek świata, a ich smętne dramaty i dylematy są tym co z jednej strony uniwersalne, z drugiej zaś - niepowtarzalne.
Oczywiście, może się tak zdarzyć, że abortowanym Polakiem okaże się nowy Chopin, a nawet drugi Sasin.