Cała ta ochrona prywatności to histeryczna hipokryzja.
Po pierwsze - i tak wszystko jest w internecie.
Po drugie - najdalej po minucie nikogo to nie interesuje.
Cała ta ochrona prywatności to histeryczna hipokryzja.
Po pierwsze - i tak wszystko jest w internecie.
Po drugie - najdalej po minucie nikogo to nie interesuje.
Na widok naszych nowych elit polityczno-biznesowych trudno nie zatęsknić za przeciętnością poprzednich.
Weźmy takiego wójta Pcimia, pana na rafineriach.
Jeśli zdałby do piątej klasy podstawówki, to chyba jedynie z religii. A i to głównie dzięki chrześcijańskiemu miłosierdziu katechetki.
Podczas zmagań (zapasów w błocie?) z polskością nie wolno zapomnieć, jak bardzo jesteśmy w tym trudzie osamotnieni: nie zmagają się z nią ani Belgowie, ani Bułgarzy.
Sądząc zapewne, że sami stanowią pępek świata, a ich smętne dramaty i dylematy są tym co z jednej strony uniwersalne, z drugiej zaś - niepowtarzalne.
Oczywiście, może się tak zdarzyć, że abortowanym Polakiem okaże się nowy Chopin, a nawet drugi Sasin.