Po różnych szacownych katedrach gnieżdżą się profesorskie autorytety, skłonne uczynić takiego pana Andrzeja (i jemu podobnych!) doktorem praw.
Jeśli podobna dezynwoltura panuje na medycynie, to strach iść do lekarza...
Po różnych szacownych katedrach gnieżdżą się profesorskie autorytety, skłonne uczynić takiego pana Andrzeja (i jemu podobnych!) doktorem praw.
Jeśli podobna dezynwoltura panuje na medycynie, to strach iść do lekarza...
Dziwią się tęgie głowy, że władza ma samych wyznawców, a opozycja tylko sceptyków.
Tymczasem przyczyna problemu jest tyleż oczywista, co wstydliwa: i wątpliwości, i krytycyzm biorą się zwyczajnie z nadmiaru myślenia.