Prezesowskim nominatom wydaje się, że poruszają się w świecie polityki z harmonią i gracją "Jeziora łabędziego."
Tymczasem to ledwie "Kaczy staw".
Prezesowskim nominatom wydaje się, że poruszają się w świecie polityki z harmonią i gracją "Jeziora łabędziego."
Tymczasem to ledwie "Kaczy staw".
Zamiast co roku zmieniać czas na letni, po prostu raz na zawsze zlikwidujmy zimę.
Ze Szwedami będzie trudniej niż z Albanią, ale prawdziwy mecz życia czeka naszych piłkarzy dopiero na lotnisku za Oceanem - starcie ze służbami imigracyjnymi Ameryki może przetrzebić skład reprezentacji nawet do zera.
Niechby i nam łaskawy rząd raczył dopłacić do dętek, łańcuchowego smaru i przede wszystkim - zawartości bidonu!
Wiosna to najtrudniejsza pora roku - z zimowego letargu wybudza się reprezentacja rodzimych futbolistów.
Zaś naród nie dość, że musi na to patrzeć, to jeszcze żywiąc całkowicie beznadziejną nadzieję.
Pan niemądry tak huśta finansowymi rynkami, że zaraz zwymiotują mu one na pomarańczowy tupecik.
To bez znaczenia, do kogo wydzwania węgierski minister.
Po madziarsku i tak nikt nie zrozumie.
Wyszło, że K-Lol bardziej niż kibicem czuje się górnikiem.
Popiera wszystko, co związane z wydobyciem - również wydobywczy areszt.
Zdemontowawszy wraże panele, prawdziwy Polak przystąpi zapewne do ubogacenia swojego prawie nowego dwunastoletniego diesla o instalację węglową.
Na obecne kłopoty z ropą i gazem - jak znalazł.
Człowiek o pomarańczowych włosach zamiast mózgu od początku zapowiadał, że znudzi nam się jego wygrywanie.
Znudziło się.
Choć żadnego wygrywania też wcale nie było.
Za młodu NBA. Teraz Oscar. Za rok Nobel?
Michael Jordan zawsze i we wszystkim musi być najlepszy.
Czy prawdziwy sojusznik, to taki co za swym sprzymierzonym idiotą skacze w przepaść, czy taki, który próbuje powstrzymać go od skoku?
Istnieje tylko jeden sposób na pełne i ostateczne wyrugowanie aborcji: powszechna kastracja, kładąca zbrodni kres u samego jej praprzyczyny.
Jankesi tak strasznie wygrywają z Iranem, że do domu wrócą chyba w samych skarpetkach.
Jak nałogowy hazardzista, co to zapomniał na czas wstać od zielonego stolika.
K-Lol zwyczajnie znów pokierował się swym prostym stadionowym sercem:
Jak nam głupie Niemce chcą pożyczać, to bierzemy kasę, zbroimy się po zęby, a kiedy przyjdą po zwrot, to pogonimy ich czołgami, które sami pomogli nam sfinansować.
W cieniu donioślejszych wydarzeń obecna partia władzy wybrała zupełnie nowego wodza.
Skromny ów człowiek swym wyborczym wynikiem - 103% poparcia przy braku kontrkandydata - zawstydza nawet dynastię Kimów z koreańskiej północy.
Skoro każdy nowy przywódca automatycznie staje się tzw. uprawnionym celem, to nie będzie komu podpisać kapitulacji.
A wojna potrwa wiecznie.
Jak mawiał klasyk: nas nie przekonają, że Białek jest Białek, a Czarnek jest Czarnek.
W przyszłym tygodniu K-Lol łaskawie podejmie szwedzkiego króla.
Na stojąco i w przedsionku, póki łajdak nie wypłaci reparacji za potop!
Epicka furia?
Nazwy wszystkich tych operacji specjalnych (bo przecież nie wojen) wymyśla jakiś naprawdę kiepski poeta.
Światowa wojna nieważna! Liczy się to, że bohaterski polski turysta wreszcie po dwóch dobach męczeństwa został wywiedziony w dubajskiego hotelu koncentracyjnego i drogą lotniczą przywrócony do macierzy.
Iran leży dokładnie pomiędzy Afganistanem a Irakiem.
Co może pójść nie tak?
Najsmutniejsze, że jak tak dalej pójdzie, trzeba będzie zacząć kibicować ajatollahom.