Masy pracujące (za miskę ryżu) gotowe są jeszcze faktycznie uwierzyć w cudowną metamorfozę pana Mateusza.
Wszak chirurgia plastyczna czyni nieustające postępy.
Masy pracujące (za miskę ryżu) gotowe są jeszcze faktycznie uwierzyć w cudowną metamorfozę pana Mateusza.
Wszak chirurgia plastyczna czyni nieustające postępy.
Pan Szymek wprost ubóstwia brzmienie własnego głosu.
Z rozkoszą mówiłby nawet w pustym pokoju.
I również w przytomności Prezesa Polski - siebie przede wszystkim zadowala, a nie jego.
Analitycy mają kupę roboty, doszukując się ukrytej strategii w dziarskich poczynaniach małpy z brzytwą.
Don wszystkich Donów zachwyca się swoim radzieckim kolegą, który z każdą telefoniczną rozmową zdaje się budzić coraz większe zaufanie.
Najpewniej dlatego, że naiwnego Amerykańca łączą albo z sobowtórem, albo wręcz ze sztuczną czekistowską inteligencją.
Niestety, reszta świata - a zwłaszcza bliska zagranica - skazana jest na oryginał.
Zmartwychwstanie mogło być nawet całkiem przyjemne z punktu widzenia Głównego Zainteresowanego.
Ale jego wartość praktyczną dla przeciętnego obywatela porównać można co najwyżej do elektrycznego samochodu premiera Mateusza: w przyszłości ma być powszechny, ale przecież wszyscy domyślamy się, że nie będzie go wcale.
Oto naiwność: dowolny sąsiad Rosji, wznoszący cokolwiek ponad szałasy, by wieczorami bezpiecznie snuć plany dostatniej przyszłości.
Pięknoduchom zdaje się, że naród za którymś razem się ocknie i odbierze władzę z rąk - tych rąk.
Pamiętajmy jednak, że ręce - te ręce namaściły na ministra obrony narodowej radzieckiego szpiega. I nie stało nic.
Póki naiwna publiczność daje wiarę po prostu swym oczom, szuler zawsze wygra w trzy karty.